Jakiś czas temu dotarła do mnie cudowna przesyłka od L'Oreal Paris Polska, a w niej zawarte były dwa tusze do rzęs z serri Volume Milion Lashes, a mianowicie Extra Black oraz Noir Feline. Dzisiaj postanowiłam napisać krótkę recenzję tych produktów, ponieważ mnie zachwyciły. Jeśli chcecie zobaczyć jak tusze prezentują się na żywo na rzęsach to zapraszam na test na żywo, który jest na moim kanale na YouTube:
Przechodząc już jednak do recenzji, w takim eleganckim opakowaniu otrzymałam naszych dwóch małych bohaterów:
Oba tusze znajdują się w standardowej wielkości opakowaniach z bardzo elegancją szatą graficzną. Połączenie czerni, złota oraz ciemnej zieleni na pewno przykuwa uwagę. Oba opakowania przy zakręcaniu wydają cichy dźwięk kliknięcia co upewnia nas, że tusz jest dokładnie zamknięty i chroni przed jego wysychaniem.
Tusz Extra Black miałam już kiedyś okazję używać i nada uważam, że jest wart swojej ceny i bardzo dobrze się sprawuje. Ma dużą, silikonową szczotę, która ślicznie rozczesuje i rozdziela rzęsy. Do tego, jak sama nazwa wskazuje sprawia, że rzęsy są czarne i przez to wydają się gęstrze niż normalnie. Dwie warstwy tuszu wyglądają naprawdę slicznie, rzęsy są podkreślone ale nie jest to efekt nahalny-idealny na co dzień.
Tusz Noir Feline ma nieco wydziwnioną szczoteczkę, także silikonową. Jest ona z jednej strony zakrzywiona, dzięki czemu przy maloaniu uzyskujemy efekt kociego oka, tzn bardzo podkreślone są rzęsy przy zewnętrznym kąciku oka. Ta mascara także ładnie rozdziela rzęsy ale potrzeba chwili aby się przyzwyczaić do operowania tą szczoteczką. Po aplikacji dwóch warstw rzęsy są czarne, rozdzielone, mega wydłużone (zwłaszcza w zewnętrznym kąciku) więc daje nam to efekt pięknego, wieczorowego wachlarza rzęs. Ja się w tym efekcie zakochałam, ponieważ uwielbiam takie wyraziste spojrzenie.
Podsumowując:
PLUSY:
-rzęsy są czrne
-rozdzielenie rzęs
-efekt dzienny (Extra Black)
-efekt wachlarza rzęs (Noir Feline)
MINUSY:
-trzeba przyzwyczaić się do dość dużych rozmiarów szczoteczek
A jakie są Wasze ulubione i niezastąpione tusze do rzęs? Piszcie! :*
P.S. Zapraszam jeszcze raz na film o tych produktach gdzie zobaczycie jak zachowują się przy nakładaniu i jak wyglądają na rzęsach :) A także na film, który ostatnio pojawił się na kanale :)
Za nami listopad, czas więc na podsumowanie kosmetycznych ulubieńców. O dziwo znalazły się tu w większości rzeczy do makijażu, zazwyczaj więcej jest pielęgnacji :)
Dodatkowo zapraszam Was do obejrzenia filmu z ulubieńcami, ponieważ pokazuję tam dodatkową rzecz jaką jest Uber czyli nowa forma taksówki. Z filmu też możecie dowiedzieć się jaki jest kod na darmowy przejazd, więc zapraszam :)
A jeśli chodzi o kosmetyki to tutaj znajdują się wszyscy ulubieńcy:
Nie jest ich dużo ale za to ilość nadrabiają jakością ;)
Pierwszym ulubieńcem jest nowa formuła L'Oreal True Match. O tym podkładzie dużo było zarówno na blogu (recenzja klik) jak i na YouTube (pierwsze wrażenie klik). Już wtedy mówiłam o nim pozytywne rzeczy ale dałam sobie czas na przetestowanie go w 100%, w różnych warunkach itd. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jest to jeden z moich ulubionych podkładów w ogóle. Ma lekką konsystencję, dobrze rozprowadza się na twarzy. Nadaje jej nieskazitelny, gładki wygląd i wyrównany koloryt. Jednyą wadą może być dość lekkie krycie, ale na dni kiedy moja skóra wygląda w miarę dobrze sprawdza się idealnie!
Następną rzeczą do makijażu jest puder transparentny z Kobo. Nie ma on co prawda dołączonego puszku do aplikacji, aczkolwiek na używam w tym celu pędzla i efekt jest świetny. Puder wtapia się w podkład i skórę przez co wygląda bardzo naturalnie. Matowi cerę na dość długi okres czasu, fajnie utrwala nasz makijaż.
Kolejna rzecz z Kobo, a mianowicie tusz do rzęs Ideal Volume Mascara z limitowanej edycji. Nie sądziłam, że taka zwykła, silikonowa szczoteczka może zdziałaś takie cuda. Tusz ślicznie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Nie zdażyło mi się aby używając go mieć sklejone rzęsy. Dzięki temu świetnie nadaje się do wykonania szybkiego makijażu kiedy chcemy aby nasze rzęsy były ładnie rozdzielone i wydłużone.
Ostatnim ulubieńcem jest coś do pielęgnacji. Od pewnego czasu szukałam dobrego kremu z wysokim filtrem przeciwsłonecznym. Jednak ceny takich kremów w aptekach nieco mnie przerażały. Dlatego zdecydowałam się na matujący krem do twarzy SPF 50+ z Ziai Med i nie żałuję. Krem nie jest jak większość tych z wysokim faktorem, tzn nie pozostawia na twarzy białej warstwy. Nie wchłania się całkowicie, aczkolwiek film pozostawiony przez niego nie przeszkadza np w nałożeniu makijażu.
Tak prezentują się moi listopadowi ulubieńcy! A co Wy polubiliście w tym minionym miesiącu? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! :)
P.S. Zapraszam Was serdecznie na VLOGMAS 2015 na moim kanale na YouTube gdzie od 1 do 24 grudnia staram się codziennie wrzucać dla Was vlogi z moich przygotowań do Świąt :)
Dzisiaj macie możliwość przeczytać co nie co o moich ulubionych kosmetykach w minionym miesiącu październiku. Znajdziecie tu kilka rzeczy do makijażu oraz kilka do pielęgnacji włosów. Jeśli macie ochoę posłuchać nieco więcej o tych produktach to zapraszam do obejrzenia filmu :)
Ulubieńcy października prezentują się następująco:
Postaram się napisać kilka zdań o każdym prodkcie aby powstała taka ich mini recenzja :)
O tym tuszu do rzęs Instant Extensions Mascara The One napisałam osobną recenzję (klik). Pokochałam go za efekt długich, rozdzielonych, czarnych rzęs. Przez ostatni miesiąc sięgałam po niego przy każdym makijażu, ponieważ pięknie otwiera oko poprzez rozdzielenie rzęs i ich wydłużenie. Równocześnie nie daje on efektu sztucznych rzęs, a rezultat możemy stopniować poprzez dokładanie kolejnych warstw.
Make-up Primer matte&smooth skin z Kobo używam od niedawna ale już zdążyłam go pokochać. Może niekoniecznie matowi skórę ale na pewno ją wygładza. Podkład bardzo dobrze się na tej bazie rozorowadza i trzyma. Dodatkowo baza wypełnia lekkie zmarszczki mimiczne, więc nie ma opcji żeby podkład się w nich zebrał. Skóra jest gładka i nawilżona przez cały dzień.
Jeśli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu to wiecie, że od kilku lat używam toniku z Iwostinu. Tym razem postanowiłam spróbować czegoś nowego i kupiłam Superpower Mezo Tonik aktywny tonik korygujący z Bielendy. Nie żałuję wyboru, wręcz aż się cieszę, że poznałam ten produkt głównie ze względu na zawarte w nim kwasy: migdałowy i laktobionowy. Mimo, że zostały tu użyte małe ich stężenia to idealnie uzupełnia to moją pielęgnacje i zabiegi na twarz z kwasami (więcej mówię o tym w filmie z ulubieńcami).
Pierwszym z dwóch ulubieńców do włosów jest odżywka Oxygen&Moisture z Dove. Słyszałam o niej dużo dobrego i w końcu się na nią skusiłam i nie żałuję. Po umyciu włosy są gładkie, sypkie i nawilżone. Co prawda jest to efekt jednorazowy a nie długotrwały ale z połączeniu z tym, że pomaga mi w rozczesaniu moich włosów uważam, że jest naprawdę dobrym produktem. Dobrze się ją spłukuje, nie obciąża włosów, więc myślę, że nada się dla każdego :)
Drugą rzeczą do włosów, którą często stosowałam jest maska intensywnia odbudowa do włosów zniszczonych. Moje bardzo zniszczone nie są ale zależy mi na zabezpieczeniu szczególnie końcówek. Maska pięknie pachnie i po zmyciu pozostawia włosy nawilżone, gładkie i przyjemne w dotyku. Lepiej widać efekt kiedy umyjemy włosy i pozostawimy do wyschnięcia niż jak wysuszymy je suszarką lub położymy spać w mokrych.
Ostatnim ulubieńcem są supertanie i superpiękne perfumy Sweet Rose z La Rive. Zakochałam się na jesień w tym słodkim, różanym zapachu. Perfumy utrzymują się bardzo długo i pachną dość intensywnie. Jeśli ktoś lubi słodkie zapachy to polecam wybrać się do drogerii i powąchać do małe cudo :)
Przebrnęliśmy wspólnie przez wszystkie ulubione produkty w październiku. Teraz czas na Was, podzielcie się w komentarzu co było Waszym ulubieńcem :)
Dawno na blogu nie było żadnej recenzji i z tego powodu dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam jedną. Dotyczyć ona będzie mascary Instant Extensions The One z Oriflame. Przyznam szczerze, że zamawiając ją z katalogu byłam sceptyczna. Wolę bowiem wypróbować i pooglądać kosmetyki w drogerii i dopiero decydować się na zakup. Wybór w Oriflame był jednak o dziwo trafny i bardzo polubiłam zamówioną mascarę. Dlaczego? O tym zaraz :)
Mascara znajduje się w prostym, szarym, plastikowym opakowaniu. Według mnie efekt wizualny mascary możnaby poprawić, ponieważ nie przyciąga ona za bardzo wzroku. Szczoteczka jest tradycyjna, w kształcie spirali. Nabiera się na nią odpowiednia ilość tuszu, który przez pierwszy tydzień miał dość lejącą konsystencję, ale później lekko stężał co ułatwia aplikację i daje lepszy efekt.
Producent mówi: "Zdumiewający efekt wydłużenia rzęs w kilka sekund! Ekstremalnie wydłużająca rzęsy maskara z innowacyjną, spiralną szczoteczką i elastyczną formułą zawierającą włókna wydłuża rzęsy nawet o 74%. Szybkoschnąca formuła, nie pozostawia smug."
Czy zapewnienia producenta się sprawdzają? Krótko odpowiem, że tak. Szczoteczką wygodnie i dokładnie maluje się rzęsy, można nią dotrzeć do tych zarówno w wewnętrznym jak i zewnętrznym kąciku oka. Mascara nie odbija się na powiekach, a w ciągu dnia się nie osypuje, nie ma więc mowy o efekcie pandy. Przy aplikacji trzeba jednak troszkę uważać, bo może lekko sklejać rzęsy. Jednak co chyba najważniejsze, faktycznie widać tu wydłużenie rzęs. Ja zadowalający mnie efekt osiągam przy dwóch warstwach mascary, przy trzech jest już to naprawdę mocny efekt sztucznych rzęs. Z drugiej strony nie robi ona nic więcej, nie zauważymy tu pogrubienia czy podkręcenia rzęs. Z ich wydłużaniem radzi sobie jednak na piątkę z plusem. Z resztą, oceńcie efekt sami po zdjęciach:
Bez mascary
Jedna warstwa
Dwie warstwy
Podsumowując:
PLUSY:
-wydłużenie rzęs
-nie osypuje się
-wygodna aplikacja
MINUSY:
-lekko skleja rzęsy
Myślę, że zdjęcia mówią tu same za siebie jeśli chodzi o efekt jaki daje ta mascara. Ja jestem bardzo zadowolona z tego jak długie rzęsy mogę uzyskać. Co prawda barkuje mi tu równoczesnego ich podkręcenia lub pogrubienia ale nie do tego tak mascara służy.
Ostatnio uzbierała mi się dość pokaźna ilość nowości kosmetycznych. Postanowiłam więc, że dzisiaj je Wam pokażę. Znajdziecie tu wiele fajnych produktów do makijażu oraz całkiem sporo lakierów do paznokci. Zapraszam do czytania :)
Tak prezentują się całe zakupy. Jak widać są tu produkty do ust, do oczu, do paznokci i do twarzy :) Także let's gest started :)
Te dwa pielęgnacyjne cudeńka kupiłam podczas mojej podróży do Paryża gdzie znalazłam stacjonarny sklep Lush. Nie mogłam się oprzeć i przygarnęłam do siebie oczyszczającą maseczkę Mask Of Magnaminty oraz cukrowy peeling do ust o zapachu gumy balonowej. Oba produkty są wykonane tylko ze składników naturalnych co sprawia, że ich cena nie należy do niskich. Jednak uważam, że warto wydać nieco więcej i mieć pewność, że używamy dobrych kosmetyków. O obu tych produktach napisałam już recenzję, ponieważ częśc zakupów mam już dość długo i po prostu czekały na inne żeby opisać wszystko razem w haulu :) Jeśli jesteście ciekawi dokładnej ich recenzji to zapraszam tutaj.
Kolejnymi zdobyczami są dwa produkty do ust. Pierwszy to matowa pomadka Extra Lasting z serii Matt&Lasting nr 3 z Lovely. Mam już taką samą w odcieniu różowym i jeśli śledzicie bloga to wiecie, że ją kocham. Dlatego zdecydowałam się też na odcień czerwony, ponieważ boję się maloważ usta czerwoną pomadką. Zawsze kończy się to rozmazanym makijażem ust i resztkmai szminki na zębach. Te pomadki natomiast mają super pigmentację, łatwo się rozprowadzają na ustach, a kiedy na nich zaschną to są nie do zniszczenia przez cały dzień.
Drugim produktem do ust jest błyszczyk Goodbye Appetite z Eveline. W opakowaniu wygląda na różowy, na ustach jest bezbarwny z lekkimi drobinkami. Nie mam nic do ust co zamiast koloru nadaje im po prostu ładny blask, więc ten błyszczyk będzie wypełniał tę lukę kosmetyczną :)
Jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu oczu to każda rzecz jest z innej firmy :) Zacznę od mascary Instant Extensions The One z Oriflame. Pierwszy raz skusiłam się na coś z katalogu, głównie żeby porównać jak mają się takie produkty do tych kupowanych w drogeriach. Mascara ma za zadanie przede wszystkim wydłużać rzęsy. Czy faktycznie będzie to robić? Zobaczymy.
Następną rzeczą jest eyeliner w pisaku Super Liner Superstar z L'Oreal Paris. Dawno nie miałam eyelinera w tej formie, więc chętnie do tego wrócę, ponieważ ostatnio nie wyobrażam sobie mojego codziennego makijażu bez kreski na górnej powiece. Kredka do oczu nr 103 Silver firmy Momtaz New York to mój kolejny zakup. Myślałam, że będzie się nadawać na linię wodną ale niestety okazała się dość tępa. Dopiero jeśli podgrzeje się ją nad płomieniem staje się bardziej woskowa i może wtedy uda mi się nią namalować kreskę jeśli nie na linii wodnej to chociaż na powiece.
Ostatnim produktem do makijażu oczu jest ciemnobrązowy, matowy cień nr 750 Chocolate Chic z Maybelline. Zdążyłam już go użyć dośc dużo i stał się moim ulubieńcem. Ma dobrą pigmentację i trwałość, a do tego dobrze się blenduje w załamaniu powieki.
Osatnią zakupową kategorią są lakiery do paznokci, które widzicie powyżej. Kupowałam te odcienie głównie z myślą o jesieni, ale część z nim nada się także na inne pory roku.
Od lewej widać tu lakier z Inglot nr 72 czyli brązowo-bordowy odcień z błyszczącymi drobinkami, idealny na jesienne dni.
Następna w kolejności jest piękna czerwień z Sally Hansen nr 580 Red My Lips. Uważam, że tak głęboką czerwień powinna mieć i nosić każda kobieta.
Dalej dwa różowe lakiery, pierwszy to Brights No Grooms z Essie, a drugi nr 293 Pop Rose z Rimmela. Oba nadadzą się na jesień jak i lato i wiosnę, są więc bardzo neutralne.
Ostatnim lakierem jest perłowy lakier nr 24 z Lovely. Na studiach nie zawsze mogę mieć pomalowane paznokcie na mocny kolor, ten więc bedzie idealny aby manicure ładnie wyglądał nie będąc równocześnie bardzo nahalnym.
Przebrnęliście już przez całe zakupy ostatnich miesięcy :) Dajcie koniecznie znać w komentarzach do Wy ciekawego ostatnio upolowaliście :) Jeśli chcecie posłuchać nieco więcej o tych zakupach oraz kilku rzeczach więcej to zapraszam na haul:
Po małej przerwie wracam z postami :) Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moje ulubione czerwcowe kosmetyki, więc zapraszam do czytania, a także obejrzenia filmu o nich na YouTube:
W minionym miesiącu najbardziej przypadły mi do gustu cztery produkty:
Są to dwie rzeczy pielęgnacyjne oraz dwie do makijażu, więc zaczynamy :)
Krem do rąk Max Repair z firmy Evree idealnie sprawdził się do moich wiecznie suchych dłoni. Stosuję go regularnie co wieczór przed pójściem spać, ponieważ dość długo się wchłania. Ma przyjemny zapach i idealnie nawilża tworząc na dłoniach okluzję zatrzymującą wodę w naskórku. To wszystko głównie za sprawą gliceryny i mocznika znajdujących się już na początku składu. A jeśli już o składzie mowa, to także jest bardzo dobry, brak w nim np. parabenów. Polecam każdej osobie, która chce poradzić sobie z suchymi, nieprzyjemnymi w dotyku dłońmi.
Krem nawilżający z mocznikiem z Isana Med także towarzyszy mi co wieczór. Przyjemnie i długotrwale nawilża moją twarz, uczycie to utrzymuje się aż do rana kiedy to przemywam skórę. Jest dość tłusty i treściwy, więc raczej nie będzie się nadawał pod makijaż, ale do wieczornej pielęgnacji za to sprawdzi się idealnie.
Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe to urzekł mnie w tym miesiącu puder sypki Soft Mat Loose Powder w odcieniu 1 Natural z Manhattanu. Do jego aplikacji używam dołącznej gąbeczki (a nie jak zazwyczaj pędzla) co umożliwia idealne wprasowanie pudru w skórę. Daje to bardzo naturalny efekt prz naprwdę dobrym zmatowieniu twarzy. Utrzymuje się też przez to długo nawet w takie upalne dni jak teraz.
I na koniec ulubieniec wrzechczasów czyli tusz do rzęs Studio Lash Instant Volume z Miss Sporty. Nawet jeśli używam innych mascar i tak w końcu wracam do tej. Tak było i teraz, na nowo się w niej zakochałam. Cudownie wydłuża, pogrubia i rozdziela moje rzęsy Przy dwóch warstwach efekt jest wow! Można zapomnieć o cieniu do powiek, sma tusz "robi" nam cały make up :) Jedyne czego mi w nim brakuje to podkręcenia rzęs ale cóż, wiadomo, nie można mieć wszystkiego :)
A co Wy polubiliście najbardziej w czerwcu?
Buziaki! :*