poniedziałek, 8 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-moje tusze do rzęs, ranking

Cześć dziewczyny!

Moje oczy muszą być zawsze mocno podkreślone, niekoniecznie poprzez nakładanie masy cieni, czasami wystarczy im mocne wytuszowane dobrą maskarą. Obecnie jestem posiadaczką pięciu tuszów do rzęs, z których niektóre używam codziennie, a po inne sięgam sporadycznie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić mój ranking tych pięciu tuszów i trochę je porównać. Mam nadzieję, że przyda się Wam to przy kolejnych zakupach i wyborze maskary.
 Tu widzicie całą moją kolekcję :) Czas przyjrzeć się z bliska każdej maskarze i co nie co o niej opowiedzieć. Ranking zacznę od tej, która najmniej się sprawdza, przez te przeciętne aż do mojej ulubionej.

5. Colossal Volume Express, Maybelline. Albo maskara ta nie spełnia swojej roli, albo ja nie potrafię się nią malować. Osobiście nie przepadam za typem szczoteczek z włosia, a ta taką posiada. Nie zdarzyło się chyba nigdy abym podczas malowania rzęs nie "pomalowała" przy okazji połowy powieki. Nie jest to problem kiedy używamy tylko maskary, ale gorzej jest gdy mamy już nałożony pełen makijaż. Kiedy już uda mi się pomalować nią rzęsy nie widzę jakiegoś super efektu, rzęsy nie są ani mocno pogrubione, ani wydłużone, nie mówiąc już o podkręceniu. Widać, że są pomalowane, ale bardzo delikatnie. Plusem jest to, że nie robią się na rzęsach grudki, ale po całym dniu tusz się lekko osypuje. Jeśli ktoś lubi delikatny makijaż i chce tylko trochę podkreślić rzęsy i potrafi malować się taką szczoteczką to polecam, dla mnie jednak ten tusz nie daje zadowalającego efektu.
Cena: ok. 25 zł
4. Scandal Eyes Show Off, Rimmel. Jest to dla mnie maskara przeciętna, jednak nie używam jej na co dzień. Powodem jest, jak w tej poprzedniej, że ciężko maluje się nią rzęsy. Ma sylikonową szczoteczkę, ale jest ona bardzo duża co sprawia trochę problemów. Plusem szczoteczki jest jej kształt, dzięki któremu wytuszujemy nawet najkrótsze rzęsy w kąciku oka. Ten tusz pogrubia rzęsy, nie skleja ich ze sobą, ale jakoś specjalnie nie wydłuża. Możemy natomiast zobaczyć, że są lekko podkręcone. Jedna warstwa to dla mnie trochę za mało, więc zazwyczaj maluję się nią dwa razy. Wtedy efekt jest fajny, rzęsy są podkreślone mocno, ale nie nachalnie. Ważne, że produkt ten się nie osypuje i jest trwały.
Cena: ok. 28 zł
3. Volume Milion Lashes Extra Black, L'oreal. Jest to już jeden z moich ulubionych tuszów do rzęs. Kiedy chcę postawić na naturalne, lekko podkreślone rzęsy zawsze po niego sięgam. Ma wygodną, sylikonową szczoteczkę, którą z przyjemnością maluje się rzęsy. Jedna warstwa pięknie rozdziela, podkreśla, i lekko wydłuża rzęsy. Przy drugiej warstwie stają się nieco pogrubione. Nie mamy żadnych grudek, a rzęsy wyglądają bardzo naturalnie. Nawet kiedy je dotkniemy nie czujemy na nich tuszu. Jedyne co może komuś przeszkadzać, to fakt, że tusz ten nie za bardzo podkręca rzęsy. Trzyma się on długo, nie osypuje się, nie ściera. Jest idealny do lekkiego, naturalnego makijażu. Nie widzę w nim żadnych wad, jednak to co czyni go nie do końca moim ulubionym to to, że nie specjalnie mocno wydłuża rzęsy.
Cena: ok. 50 zł
2. Fabulous Lash, Miss Sporty. Kupiłam ją przez całkowity przypadek, na szybko chcąc kupić inny tusz tej samej firmy. Kiedy zobaczyłam szczoteczkę z włosia, w dodatku dziwnie skręconą, nawet jej nie wypróbowałam. Uznałam, że znowu będę miała całe powieki wymalowane i zero efektu na rzęsach. Jednak pewnego dnia spróbowałam i jestem w szoku! Szczoteczką maluje się bardzo przyjemnie, nic innego niż rzęsy nie zostało pomalowane :) Szczoteczka może i nie bardzo pogrubia i podkreśla, ale niesamowicie wydłuża rzęsy równocześnie je podkręcając! Rozdziela je przy tym i nie ma żadnych grudek. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i od tamtej pory używam jej prawie codziennie. Przy dwóch warstwach mamy rzęsy podkreślone i wydłużone aż do nieba ;)
Cena: ok. 10 zł
1. Fabulous Lash Instant Volume, Miss Sporty. Jest to zdecydowanie mój faworyt wśród tuszów do rzęs. Używam jej od lat i nigdy mnie nie zawiodła. Ma mega wygodną w malowaniu, sylikonową szczoteczkę. Po nałożeniu już jednej warstwy rzęsy są pogrubione, podkreślone, podkręcone, wydłużone, bez grudek. Wszystko czego wymagam od idealnej maskary :) Jedynym minusem może być to, że lekko skleja rzęsy, ale po dokładnym wytuszowaniu i przeczesaniu wyglądają już okej. Tusz utrzymuje się na oczach chyba wiecznie, przetrwał niejedną imprezę do białego rana, nic się nie osypało. Polecam każdemu ten tusz, bo jest genialny.
Cena: ok. 14 zł
Jak widzicie, mój ranking jest dość specyficzny. Na pierwszym miejscu nie są najdroższe maskary, wręcz przeciwnie. Moje ulubione tusze kupię za mniej niż 20 zł. Nie zawsze tanie znaczy złe :)

Ja od tuszu wymagam, aby po pomalowaniu moje rzęsy były pogrubione, wydłużone, rozdzielone podkręcone i mocno podkreślone. W tym sprawdza mi się maskara z Miss Sporty, ale w zależności od makijażu i okazji sięgam też po inne z mojej kolekcji.

Znacie któryś z tych tuszów? Jakie są Wasze ulubione?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

niedziela, 7 września 2014

POZYTYW-Green&White Tea Immuno-Serum, Organique

 Cześć Kochani!

Jakiś czas temu mogliście przeczytać o zakupach, które zrobiłam w Organique (link tutaj). W skład tych zakupów wchodziło serum Green&White Tea Immuno-Serum do cery trądzikowej.
Tutaj znajdziecie post, w którym zapowiadałam test tego produktu.
I dzisiaj nadszedł czas na jego recenzję.
Serum kupiłam w sklepie Organique za 38 zł. Przeznaczone do cery tłustej, mieszanej, pozbawionej blasku i trądzikowej i ma za zadania niwelować te problemy. Produkt dostajemy w 100 ml, plastikowej buteleczce z pompką jako dozownikiem, co mnie jak najbardziej odpowiada, ponieważ nie marnujemy niepotrzebnie serum. Na opakowaniu widzimy informację, że nie zawiera ono parabenów, SLS, SLES, ALS, parafiny, sylikonów itd. Konsystencja produktu to lejący się żel w kolorze zielonym. Zapach jest przyjemny, kojarzy mi się z trawą cytrynową. Dobrze się rozsmarowuje i szybko wchłania. Ja stosuję to serum wieczorem, na wcześniej dokładnie oczyszczoną twarz.







Producent mówi:
 "Aktywny, żelowy koncentrat, o nowej, udoskonalonej i wyjątkowo delikatnej formule, przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej, odwodnionej, szarej i zmęczonej, zarówno twarzy jak i ciała. Łączy w sobie odmładzające i rewitalizujące działanie dwóch herbat: białej i zielonej oraz ekstraktu z alg brunatnych Ascophyllum Nodosum. Ekstrakt z zielonej herbaty bogaty w alkaloidy pobudza skórę, przyspiesza mikrokrążenie, chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Wyciąg z białej herbaty bogaty w przeciwutleniacze i flawonoidy niweluje wolne rodniki, zapobiega procesom starzenia się, wzmacnia i dodaje energii. Ekstrakt z alg bogaty w witaminy i mikroelementy i jod eliminuje toksyny, wzmacnia, ujędrnia i dotlenia skórę. Gliceryna roślinna zapewnia odpowiednie nawilżenie i zapobiega utracie wody z przestrzeni międzykomórkowych. Pantenol łagodzi podrażnienia i zapobiega ich powstawaniu, przez co uzupełnia kompleksowe działanie preparatu. Serum szybko się wchłania, tworzy na skórze delikatny, film o odświeżającym zapachu zielonej herbaty. Można je stosować samodzielnie lub pod krem pielęgnacyjny."

Skład: water, glycerin, polyglyceryl-4 caprate, camelia, sinensis extract, ascophyllum nodosum extract, panthenol, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, xanthan gum, sodium hydroxide, citric acid, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, parfum, citronellol, hydroxymethylpentyl 3-cyclohexene carbaldehyde, limonene, linalool, CI 42090, CI 19140.

Moim zdaniem wszystko opisane przez producenta jest prawdą. Regularne stosowanie tego serum widocznie poprawiło stan mojej trądzikowej cery. Nie jest idealny (bo pewnie nigdy nie będzie), ale zdecydowanie lepszy. Skóra jest nawilżona, wzmocniona, nie świeci się tak szybko jak kiedyś. Również ilość niedoskonałości jest mniejsza niż przed stosowaniem serum. Nie jestem pewna czy przy pielęgnacji tylko tym kosmetykiem byłyby takie efekty, ja bowiem stosuję też inne rzeczy. I połączenie kilku produktów, w tym regularne używanie serum poprawiło wygląd mojej skóry twarzy. 

Serum błyskawicznie się wchłania, dobrze rozprowadza i jest niesamowicie wydajne. Wystarczy mniej niż jedno naciśnięcie pompki żeby posmarować całą twarz. Wspomaga regenerację skóry mojej twarzy w ciągu nocy.
Podsumowując:
PLUSY:
-działanie antytrądzikowe
-nawilżenie
-aplikacja
-szybkie wchłanianie
-wydajność
MINUSY:
-cena (choć za tak wydajny produkt zdaje się nie być bardzo wysoka)
-dostępność (nie w każdym mieście znajdziemy sklep Organique)
Jeszcze raz bardzo polecam Wam to serum, jeśli ktoś boryka się z problemem trądziku, zmęczonej, tłustej skóry lub potrzebuje nawilżenia. Produkt sprawdza się u mnie świetnie, jestem z niego niesamowicie zadowolona.

Znacie markę Organique? Lubicie ich produkty? Jakie najbardziej?

Jeśli chcecie przeczytać na moim blogu o czymś konkretnym, dajcie znać w komentarzu. Chętnie zrobię o tym post, bo ten blog ma być przede wszystkim dla Was i o rzeczach, które Was interesują :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

sobota, 6 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-efekty wizyty u fryzjera

Witajcie!

Postanowiłam dzisiaj opowiedzieć Wam co nie co o moich włosach.
Mam naturalne, pół-długie włosy w kolorze ciemny blond. Są gęste i dość grube, więc nie łatwe do rozczesywania. W lecie są nieco jaśniejsze (jak to u blondynek bywa), a w zimie wchodzą nawet w odcienie jasnego brązu. Jestem też szczęśliwą posiadaczką naturalnych, jaśniejszych pasemek :) Lubię też w nich to, że są lekko kręcone i jeśli chcę mieć proste wystarczy kilka machnięć prostownicą. A jeśli mam ochotę na większe loki wystarcza pianka :)

Jeśli chodzi o ich pielęgnację, to opiera się ona tylko na kilku produktach. Po pierwsze jest to szampon (najlepiej bez SLS), a następnie odżywka do spłukiwania. Od czasu do czasu nakładam na nie maskę na 15 minut. Przed rozczesaniem spryskuję je odżywką bez spłukiwania z olejkiem arganowym, a następnie czeszę szczotką. Robię to zawsze wieczorem i nie suszę włosów aby ich nie niszczyć. Chodzę spać nie z mokrymi włosami (bo to nie jest dla nich dobre), ale z lekko wilgotnymi. Przed prostowaniem używam specjalnego preparatu chroniącego. Dwa razy w tygodniu używam na nie płynnego jedwabiu.

Jeśli chodzi o wizyty u fryzjera to nie przepadam za nimi, choć zdaję sobie sprawę, że tak gęste i grube włosy jak moje potrzebują regularnego podcinania. Wybieram się więc do salonu już w ostateczności, kiedy są bardzo zniszczone, zazwyczaj po zimie i po wakacjach. I dzisiaj właśnie nadszedł jeden z tych dni. Chciałabym pokazać Wam włosy przed i po podcięciu.
Przed
Po
Przed
Po
Jak widzicie włosy stały się lżejsze, bardziej żywe i nie aż tak gęste. Ogólnie efekt mi się podoba bo zostały one bardzo odciążone i o to mi chodziło. Jednak zawsze jest mi żal obciętej długości, lubię mieć długie włosy a teraz o kilka cm się skróciły :( Ale mam nadzieję, że szybko odrosną :)


A Wy jak pielęgnujecie swoje włosy? Lubicie wizyty w salonach fryzjerskich?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

piątek, 5 września 2014

TEST-odżywka odbudowująca long repair, Nivea

Witajcie moje kochane!

Dzisiaj będzie krótki post z okazji tego, że zaczynam testować odżywkę odbudowującą long repair z Nivei. Tutaj możecie przeczytać o jej zakupie i innych, kupionych przy okazji produktach. Wybrałam akurat odżywkę odbudowującą, ponieważ moje włosy są zniszczone po letnim moczeniu w słonej wodzie i wystawianiu na działanie promieni słonecznych. Jest ona przeznaczona do włosów łamliwych, rozdwajających się lub długich.
Wiele blogerek zachwalało odżywki z Nivei, więc postanowiłam się skusić, jako że ostatnio żadnej nie używałam.
Odżywka ta zawiera olejek z babassu oraz płynną keratynę, co ma nam gwarantować wzmocnienie, odbudowę i ochronę włosów od nasady aż po same końcówki. Do tego wszystkiego, jak większość odżywek, ma ułatwiać rozczesywanie naszych niesfornych włosów.

Od czasu zakupu tej oto odżywki użyłam jej już kilka razy i parę słów jestem w stanie o niej powiedzieć, jednak pełną recenzję przeczytacie dopiero za jakiś czas.
Póki co mogę Wam powiedzieć, że konsystencję ma dość zbitą, nie jest ona płynna, bardziej w formie żelu. Zapach ma według mnie typowy dla produktów Nivei, ciężko mi go określić. Jest podobny do zapachu ich balsamów. Na włosach rozprowadza się dobrze, za to bardzo ciężko się ją zmywa. Producent radzi nałożyć ją na włosy, po czym spłukać. Ja trzymam ją kilka minut na włosach, a później męczę się z jej zmyciem. Nigdy nie jestem do końca pewna, że cała odżywka została zmyta.
Co do działania na włosy mogę powiedzieć tylko tyle, że są bardziej miękkie i sypkie. Czy zregenerowane tego nie wiem, dowiecie się przy okazji pełnej recenzji produktu.

Uważam, że ta odżywka jest godna wypróbowania, na pewno nic złego moim włosom póki co nie zrobiła. Mam nadzieję, że zrobi za to dużo dobrego w przeciągu kolejnych dni stosowania.

Znacie te odżywki? Sprawdziły się Wam?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

czwartek, 4 września 2014

POZYTYW-korektor do twarzy, INGLOT

Witajcie Kochani!

Jakiś czas temu pisałam Wam o zakupie korektora do twarzy z INGLOT (tutaj link) oraz o jego teście (o nim przeczytacie tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na jego recenzję, ponieważ używałam go raczej regularnie, z wyjątkiem dni kiedy moja cera nie potrzebowała ukrywania niczego.
Korektor Perfect Concealer/Anticerne Parfait kupiłam na stoisku INGLOT za 8 zł. Jest on w formie grubej kredki nadającej się do strugania. Opakowanie jest bardzo eleganckie, minimalistyczne, czarno-białe. Zatyczka mocno się trzyma przez co możemy dobrze zamknąć korektor bez obawy, że zabrudzi nam całą kosmetyczkę. Mój odcień to 46, jeden z jaśniejszych w kolekcji. Spodziewałam się nieco bardziej miękkiej konsystencji korektora, a okazał się on dość twardy, trzeba było mocno rysować nim po niedoskonałościach żeby je zakryć.
 Producent mówi:
"Maskuje wszelkie niedoskonałości skóry. W formie wygodnego, grubego ołówka."

Skład: Mica, Titanium Dioxide, Isoeicosane, Carnauba Wax, Diisostearyl Trimethylpropane Siloxy Silicate, Sulfated Castor Oil, Lecithin, Propylene Glycol, Peg-12 Oleate, Hydroxysultaine, Lauroyl Lysine, Silica Beads, Isopropylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben, Vitamin E, Fragrance, [+/-] CI 77007, CI 77491, CI 77492, CI 77499 
Ogólnie rzecz biorąc, korektor spełniał swoje zadanie. Krył niedoskonałości nałożony zarówno pod jak i na podkład. Wpasował się w ocień mojej skóry i używanego podkładu i pudru. Trzymał się dość długo, nawet lekko matowił miejsca nim posmarowane. Jedyne co mi się w nim nie podobało to właśnie konsystencja kredki, która jak dla mnie jest zbyt twarda co utrudnia aplikację. Nie mówię, że ma to być od razu jak korektor w sztyfcie, jednak coś nieco bardziej miękkiego i tłustego spełniało by lepiej swoją rolę.

Podsumowując:
PLUSY:
-opakowanie
-krycie
-matowienie
-cena
MINUSY:
-konsystencja

Ogólnie polecam ten produkt, jednak dla osób o małych niedoskonałościach, bo nie jest to przyjemne kiedy większe wypryski musimy trzeć twardą kredką :)

Znacie ten korektor? Co o nim sądzicie? Może używacie jakiś innych, macie ulubione? Piszcie!

Na zakończenie wrzucę Wam wczorajszą stylizację i makijaż :) Dajcie znać czy się Wam podoba.
Bluzka: New Yorker
Pierścionek: New Yorker
Kolczyki: Reserved
Lakier: Manhattan 45T
Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

środa, 3 września 2014

ZAKUPOWY SZAŁ-New Yorker, Essence, My Secret, IKEA

Dzień dobry!

Dzisiejszy post będzie o moich wczorajszych zakupach. Będą to zakupy niekosmetyczne i kosmetyczne, z których jedna rzecz to u mnie całkowita nowość i aż się boję :)
Zacznę od wyżej wspomnianej nowości, czyli sztucznych rzęs z Essence. Nigdy nie używałam takiego produktu ale zawsze bardzo podobał mi się ich wygląd na oku. Dlatego postanowiłam spróbować, a co :) Lubię mocno podkreślone rzęsy, nawet czasami tuszem do rzęs staram się uzyskać jak najmocniejszy efekt podobny do sztucznych rzęs. Nie chciałam na początek żadnych drogich, żeby nie było mi żal jak coś zepsuję. Te z Essence są typowe i mam nadzieję łatwe w aplikacji. Dołączony jest do nich klej. Jeśli jesteście ciekawe to opublikuje zdjęcia w rzęsach (o ile wyjdzie mi ich założenie).
Natura, 10,99 zł
Kolejną rzeczą jaką kupiłam jest top coat z My Secret, który ma nam nabłyszczać lakier na paznokciach i sprawiać, że będzie szybko wysychał. Jest to forma pipetki, którą nabieramy płyn. Nie jest to zbyt wygodne, bo zaraz mamy popaćkane całe palce, zdecydowanie bardziej wolę pędzelek. Ale szukałam czegoś na szybko i to wpadło w moje ręce :)
Natura, 8,99 zł
Następnie w New Yorkerze kupiłam sobie pierścionek. Wydał mi się niesamowicie słodki i idealny do ciemniejszych, jesiennych stylizacji. Ma kształt kwiatka w kolorze szarym, na środku z brylancikiem. Fajne jest to, że ma regulowaną średnicę.
New Yorker, 9,95 zł
Ostatni zakup to świeczka z IKEI o zapachu lodów waniliowych. Świeca jest duża, ma się palić 40 godzin. Znajduje się w szklanym, przezroczystym pojemniczku. Kupiłam ją z myślą o moim mieszkaniu na studiach, żeby pięknie w nim pachniało w ponure, jesienne wieczory.
IKEA, ok. 11 zł
Tak prezentują się moje ostatnie zakupy. Podobają się Wam?

Z racji tego, że ktoś ostatnio pod postem o lakierze z Manhattanu Flashy Sunrise napisał, że ciekawią go czerwone odcienie lakierów tej firmy postanowiłam pokazać Wam jeden, który posiadam.
Jest to odcień 45T. Jako top coatu użyłam lakieru z Wibo, który ma nam kolor matowić. Pamiętam, że na studniówce wymarzyłam sobie czarny, matowy lakier na paznokciach i czarną, błyszczącą kreskę a'la french.
Zdjęcie pochodzi z internetu
Ale nigdzie nie znalazłam czarnego, matowego lakieru. Ten top coat to idealne rozwiązanie bo możemy nałożyć go na każdy kolor i lakier zrobi się matowy :)

Dajcie znać, czy znacie jakiś produkt z moich zakupów, co o nich sądzicie :) A także jeśli macie jakieś rady co do aplikacji sztucznych rzęs to chętnie przeczytam bo szczerze mówiąc mam obawy czy uda mi się ładnie je przykleić za pierwszym razem.

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

wtorek, 2 września 2014

WASZE-recenzja podkładu True Match, L'oreal

Hej Kochane!
Dzisiaj przychodzę z recenzją podkładu L'oreal True Match, o którą prosiła Iwona Gold. Tutaj możecie przeczytać o zakupach z tym podkładem, a tutaj o jego teście, który wypadł... pozytywnie!

Posiadam odcień D3 W3 Golden Beige z SPF 17.
Producent mówi:
"Mineralne mikro pigmenty idealnie dopasują się do odcienia Twojej skóry. Po 2 tygodniach skóra staje się gładsza, ma zdrowszy wygląd. Wygląd skóry zostaje poprawiony."
/Przetłumaczone z języka angielskiego/

Podkład ma świecące drobinki jeśli spojrzymy na niego w buteleczce. Na twarzy w ogóle ich nie widać. Aplikuje się go dobrze, ja robiłam to palcami. Ma lejącą konsystencję ale po nałożeniu staje się jakby suchy, nie klei się, nie ma konsystencji kremu. Co do działania, na pewno super wyrównuje koloryt skóry, z tego  jestem bardzo zadowolona. Krycie ma średnie, na drobne wypryski super ale z poważniejszymi sobie już nie radzi. Matuje skórę na ok. 4 godziny, później trzeba się przypudrować :) Trzyma się zadowalająco, nie daje absolutnie efektu maski. Jest niesamowicie delikatny, nie czuć go w ogóle na twarzy. Albo pani w drogerii idealnie dobrała odcień dla mnie albo faktycznie podkład dopasował się do koloru mojej skóry bo wygląda bardzo naturalnie. Co do działania opisanego przez producenta po 2 tygodniach jeszcze się nie wypowiem, ponieważ nie testuję go aż tak długo. Po tym czasie na pewno dam Wam znać czy faktycznie tak działa.

Podsumowując:
PLUSY:
-aplikacja
-konsystencja
-matowienie
-krycie (dla ładnej cery)
MINUSY:
-krycie (dla problematycznej cery)

Na koniec chciałabym pokazać Wam zdjęcia podkładu na twarzy (nie przestraszcie się pierwszego zdjęcia, wybrałam specjalnie dzień gorszy dla mojej cery).

Bez makijażu
Nałożony podkład, jedna warstwa, światło naturalne
Jak widzicie, na policzkach i brodzie poradził sobie super, nic nie widać. Na czole jednak widać co nie co, niestety :(
Widoczne krycie
Nałożony podkład, światło sztuczne
Nałożony podkład, światło sztuczne
Nałożony podkład oraz puder, światło naturalne
Pełny makijaż, 3 godziny od nałożenia podkładu
Pełny makijaż, 9 godzin od nałożenia podkładu, światło sztuczne

Mam nadzieję, że recenzja się Wam podoba i widać na zdjęciach jak wygląda podkład. Ja ogólnie jestem z niego zadowolona, nie wysusza mojej twarzy, dość dobrze się trzyma i kryje. Na dni bez wielkich niedoskonałości jest świetny! Polecam Wam serdecznie :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

TAG: 40 pytań kosmetycznych

Cześć Kochani!

Z racji tego, że dzisiaj za oknem brzydko, a ja czuję, że bierze mnie choroba postanowiłam zrobić TAG: 40 PYTAŃ KOSMETYCZNYCH. Będziecie mogli czegoś się o mnie dowiedzieć :)

TAG jest już dość stary, ale postanowiłam go odkopać i otagować trzy osoby, które mam nadzieję, że tego TAGu nie robiły i chętnie odpowiedzą na te pytania :)
Są to: Kosmetyko holiczka, Malina oraz Iwona Gold.

A teraz już pytania i moje odpowiedzi:

1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz? 
Zazwyczaj dwa razy (rano i wieczorem), ale jeśli w ciągu dnia zmywam makijaż to wtedy także.


2. Jaki masz typ cery? 
Niestety, jest to cera tłusta ze skłonnościami do trądziku.

3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy? 
Jest to Garnier Czysta Skóra 3w1, żel myjący, peeling i maseczka. 

4. Czy używasz peelingów do twarzy? 
Tak.

5. Jaka to marka?
Garnier.

6. Jakiego kremu do twarzy używasz? 
Obecnie żadnego, rozglądam się za jakimś nawilżającym.

7. Czy masz piegi? 
Nie.

8. Używasz kremu pod oczy? 
Krem nie ale jest to żel do powiek i pod oczy z See l'eau eye care cosmetics.

9. Miałaś kiedyś problem z trądzikiem? 
Tak i niestety nadal mam ale już mniejszy :)

10. Używałaś kiedyś tabletek przeciw trądzikowych? 
Jedynie tabletki na bazie drożdży, nie są one stricte przeciwtrądzikowe jednak sobie radziły.

11. Jakiego podkładu używasz? 
Z Manhattanu Perfect Cover Make Up oraz L'oreal True Match.

12. Co z korektorem? 
Jeśli jest konieczny to INGLOT w kredce.

13. W jakiej tonacji jest Twoja skóra twarzy? 
W odcieniu żółtego, czasami różowego.

14. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Podobają mi się, ale nigdy nie nosiłam.

15. Czy wiesz, że maskary powinno się zmieniać co 3 m-ce?
Jasne! Ale nie zawsze się niestety do tego stosuję.

16. Jakiej maskary teraz używasz?
L'oreal Volume Milion Lashes.

17. Sephora czy MAC? 
MAC

18. Masz kartę pro do MAC? 
Nie.

19. Jakich narzędzi używasz do aplikowania makijażu? 
Róż, puder, cienie zawsze pędzlami. Jeśli mam czas to podkład także pędzlem, chyba, że się spieszę to wtedy palcami.

20. Używasz bazy pod cienie? 
Używam wcześniej wspomnianego żelu pod oczy jako bazę bo i takie jest jego zastosowanie.

21. Używasz bazy pod makijaż? 
Nie.

22. Ulubiony kolor cienia do powiek? 
Beż, seledyn, róż, brąz

23. Kredka do oczu, czy eyeliner w płynie? 
Kredka kiedy się spieszę, eyeliner jeśli mam czas na makijaż.

24. Jak często dźgnęłaś się w oko kredką ? 
Nigdy.

25. Co sądzisz o pigmentach/sypkich cieniach? 
Są w porządku.

26. Używasz kosmetyków mineralnych? 
Nie ale chciałabym zacząć.

27. Ulubiona szminka? 
Catrice Ultimate Colour Pinker-bell

28. Ulubiony błyszczyk? 
Essence XXXL Shine Just Gorgeus!

29. Ulubiony róż? 
TCW The Color Worhshop.

30. Kupujesz kosmetyki na E-bay/Allegro? 
Nie.

31. Lubisz kosmetyki z drogerii? 
Tak, zawsze znajdę coś fajnego :)

32. Czy kupujesz swoje kosmetyki od ulicznych sprzedawców lub na bazarach? 
Nigdy mi się nie zdarzyło.

33. Czy chciałabyś chodzić na lekcje wizażu? 
Bardzo chętnie!

34. Czy zdarza Ci się niezdarnie nakładać makijaż? 
Jeśli się spieszę, ale wtedy stawiam na podstawowe rzeczy więc rzadko mi się zdarza całkiem zepsuć makijaż.

35. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć? 
Kiedy ktoś ma za ciemny podkład lub szminkę na ustach.

36. Lubisz kolorowe makijaże? 
Tak, najczęściej w okresie letnim.

37. Która gwiazda wg Ciebie ma zawsze świetny makijaż? 
Nie mam faworyta.

38. Jeśli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, co by to było? 
Podkład.

39. Czy wychodzisz z domu, bez makijażu? 
Nigdy!

40. Czy sądzisz, że wyglądasz dobrze bez makijażu?
Są dni kiedy jest to do przeżycia, ale na ogół wyglądam źle.


Mam nadzieję, że podobał się Wam TAG, może zainspiruje Was to do zrobienia go :) Jeśli go robiłyście lub zrobicie to dajcie w komentarzu linka, chętnie przeczytam :)
Jeśli mi się uda to dziś lub jutro umieszczę na blogu recenzję podkładu, o którym tu wspominałam czyli L'oreal True Match :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Miłego dnia!

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

poniedziałek, 1 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-parabeny, wystrzegać się czy nie?

Hej Kochani!

Dzisiaj postanowiłam napisać post czysto teoretyczny na temat substancji zwanych parabenami. Co to jest? Czy są one szkodliwe? Gdzie możemy je znaleźć? Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi na te pytania polecam lekturę tego postu, mam nadzieję, że Wam się te informacje przydadzą :)

Zacznijmy może od tego co to są w ogóle te parabeny. Są to konserwanty, które mają za zadanie przedłużyć "życie" kosmetyku poprzez swoje działanie bakteriobójcze. Z chemicznego punktu widzenia są to estry kwasu parahydroksybenzoesowego. Znaleźć je możemy w szamponach, odżywkach, kremach, pomadkach, olejkach, perfumach, dezodorantach, ale też w niektórych produktach spożywczych, takich jak ciasta, mrożonki, dżemy.

Czy są one dla nas niebezpieczne? Jest to kwestią sporną, większość firm kosmetycznych używa ich jako konserwantów twierdząc, że tak mała ilość nam nie zaszkodzi. Producenci naturalnych kosmetyków są przeciwko parabenom twierdząc, że są bardzo szkodliwe i należy ich unikać.
To każdy musi ocenić we własnym zakresie. Ja osobiście staram się ich unikać, ale nie robię tego na siłę. Znajdę coś bez parabenów? Super. Kosmetyk zawiera parabeny? No trudno, może poszukam naturalnego zamiennika.

No ale co one tak naprawdę robią, że są uważane za niebezpieczne?
Ich działanie na organizm człowieka może objawiać się:
-zaburzeniem gospodarki hormonalnej (zwiększenie ryzyka zachorowania na raka piersi)
-złym wpływem na rozwój zarodka i płodu
-podrażnieniami skóry (pokrzywka, świąd, zaczerwienienia)
-wywołaniem reakcji alergicznej (szczególnie przy wrażliwej skórze)

Jeśli możemy to wystrzegajmy się parabenów w produktach. Jednak jak możemy je znaleźć w składzie kosmetyków? Szukajmy nazw kończących się na "-paraben". Konserwanty te jednak często kryją się pod innymi nazwami. Listę najczęściej używanych parabenów zamieszczam poniżej:
•Methylparaben
•Ethylparaben
•Isopropylparaben
•Propylparaben
•Butylparaben
•Benzylparaben
•Glutaraldehyde
•Hexamidine-Diisethionate
•Phenol
•Phenyl Mercuric Acetate
•Phenyl Mercuric Borate
•Benzetonium Chloride


Jeśli wyżej wymienione substancje znajdują się pod sam koniec składu to jest dobrze, parabenów w kosmetyku jest znikoma ilość. Jednak jeśli te nazwy pojawiają się na początku składu to już sami musimy ocenić czy chcemy takiego produktu używać.

Myślę, że zawsze warto w miarę możliwości (nie popadajmy w paranoję) redukować ilość parabenów działających na nasz organizm, lepiej zapobiegać niż leczyć :) Dlatego też jeśli widzimy, że po stosowaniu kosmetyku nasza skóra jest podrażniona to może to być wina znajdujących się w nim parabenów. Wtedy warto sięgnąć po naturalny zamiennik kosmetyku.

Mam nadzieję, że z grubsza przybliżyłam Wam tematykę parabenów i teraz będziecie wiedzieć więcej o składzie Waszych kosmetyków :)

A Wy jakie macie zdanie na ten temat? Unikacie parabenów jak ognia czy może nie zwracacie uwagi na skład?

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!