środa, 10 września 2014

NEGATYW-podkład All Mat Plus, Catrice

Cześć wszystkim!

Jakiś czas temu wybrałam się na szybkie zakupy po podkład. I już teraz wiem, że takie zakupy nie mogą być robione na szybko. Kolor wybierałam w biegu, nie byłam do końca zdecydowana na żadną konkretną firmę. W końcu stanęło na Catrice All Mat Plus, odcień 040 sun beige.
Dzisiaj nadszedł czas na jego recenzję (o teście przeczytacie tutaj), która będzie niestety negatywna. Jest to nauczka dla mnie, że na szybko podkładu kupować nie wolno :)
Chciałabym tylko podkreślić, że podkład ten jest NEGATYWEM wyłącznie dla mnie i to nie dlatego, że jest tragiczny jeśli chodzi o spełnianie obietnic producenta, ale z innego, błahego powodu. Dla innych może nadać się idealnie, także zapraszam do dalszej lektury :)

Podkład został zakupiony w drogerii Natura za 26,99 zł. Dostajemy go z zaklejoną taśmą zakrętką, więc mamy pewność, że nikt wcześniej go nie użył. 30 ml buteleczka z matowego szkła także robi wrażenie, szata graficzna jest przejrzysta i czytelna. Zapach podkładu jest lekko wyczuwalny, przypomina mi kremy Vichy. Spodziewałam się po odkręceniu zastać tam pompkę, ale zamiast niej dostajemy dziwny patyczek, którym musimy wydłubywać podkład z buteleczki. Nie pasuje mi to, ponieważ nie jest to ani poręczne ani ekonomiczne. Nie można także zakręcić do końca buteleczki, zakrętka tylko obraca się dookoła. Jeśli chodzi o odcień, to jest on średni (ani jasny ani ciemny), a konsystencja raczej zbita, kremowa.





Producent mówi:
"Długotrwały podkład do twarzy. Neutralizuje świecenie skóry. Zawiera pigmenty odbijające światło. Dla satynowo-matowej i jednolitej cery. Nawilżająca i beztłuszczowa formuła. Przetestowany dermatologicznie".

No i teraz tak, nie jestem do końca w stanie opowiedzieć Wam o tym co jest prawdą w obietnicach producenta. A to dlatego, że trzy razy podchodziłam do nałożenia podkładu i po 5 minutach go zmywałam. Już tłumaczę dlaczego. Kupowałam go na szybko i wydawało mi się, że odcień jest dobry. I nie jest zły. Jednak problemem jest to, że podkład bardzo wpada w kolor żółty. Kiedy nakładam go na twarz wyglądam jak... marchewka :) Cała żółta. Z reguły używam podkładów wpadających bardziej w róż niż w żółć i pomarańcz. Dotychczas nie miałam z tym wielkiego problemu, wszystkie się sprawdzały, ale ten jest moją kompletną, kolorystyczną klapą.

Prawdą na pewno jest to, że nawilża skórę i dobrze ją matuję i kryje. Nie wiem jak długo się utrzymuje ani czy neutralizuje świecenie na długo, na chwilę na pewno.

Podsumowując:
PLUSY:
-krycie
-matowienie
-butelka
MINUSY:
-cena
-aplikator (wielki minus jak dla mnie)
-odcień (w moim przypadku) oraz ciężkie jego dobranie

Jak widzicie, podkład ten nie jest dla mnie jeśli chodzi o odcień i koloryt. Jednak pod innymi względami raczej mi odpowiada. Uważam jednak że wyrzuciłam dość dużo pieniędzy (jak na podkład) w błoto. Myślę, że za prawie 30 zł kupimy już o wiele lepszy podkład, np mój ulubieniec, którego kupiłam gdy tylko zorientowałam się, że ten nie jest dla mnie. Mowa o podkładzie L'oreal True Match (tutaj jego recenzja). Może uda mi się użyć go w lecie kiedy będę bardziej opalona, zobaczę. Póki co zostaje na półce nietknięty.

Jednak Wam go polecam, ma on fajną konsystencję, dobre krycie i matowi skórę.
Jednak bądźcie bardzo ostrożni przy doborze koloru, nałóżcie podkład najlepiej na linię żuchwy i poczekajcie chwilę. Wtedy odcień zrobi się taki jak powinien a Wy zobaczycie czy Wam pasuje.

A może ktoś go ma i w przeciwieństwie do mnie jest zadowolony? Ja mimo wszystko mam co do niego mieszane uczucia :)

Zapraszam Was też na HAUL na moim kanale na YouTube :) Wystarczy kliknąć tutaj !

P.S. Kto jest ciekawy mojego wielkiego denka? Jeśli chcecie to jutro postaram się wrzucić na YouTube film :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

wtorek, 9 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-from zero to hero

Cześć wszystkim!

Myślę, że dzisiejszy post zdecydowanie wpasowuje się w temat 'Z ŻYCIA CODZIENNEGO". Każdy przeżywa to codziennie, każdego dnia kobieta zmienia się "from zero to hero". Niektórym nie potrzeba dużo, a niektóre są zmuszone spędzić przed lustrem trochę czasu (w tym ja).

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jak makijaż dużo daje, jak zmienia nasz wygląd. Osobiście mam tak, że po nałożeniu makijażu od razu lepiej się czuję. Wiem, że nie widać tego co chcę ukryć, a zauważyć można moje (nieliczne) atuty :) Maluję się więc nie tylko dla innych ale też dla siebie.

Tak więc na początek różnica między moim wyglądem przed makijażem i po spędzeniu chwili przed lustrem.
Myślę, że każdy widzi różnicę :) Twarz się nie świeci, ma wyrównany koloryt, oczy są bardziej widoczne przez makijaż, niedoskonałości zakryte, błyszczyk na ustach ożywia look. Teraz można zawojować świat!


Teraz czas na prezentację magicznych kosmetyków, dzięki którym jestem w stanie wyjść do ludzi :)
-korektor do twarzy, INGLOT
-korektor pod oczy, Wibo
-podkład True Match, L'oreal
-puder, Wibo
-róż na policzki, TCW The Color Workshop
-baza pod cienie, See l'eau eye care cosmetics
-trzy cienie w odcieniach zieleni, Rimmel
-eyeliner w pędzelku, Wibo
-maskara Volume Milion Lashes, L'oreal
-błyszczyk, Essence
-suchy szampon do włosów, Batiste
-perfumy Katy Perry Killer Queen


Codziennie przechodzę taką "metamorfozę", nie pamiętam kiedy (poza wakacjami za granicą) wyszłam z domu bez makijażu. Uważam, że jest mi on potrzebny, żeby zmienić się "from zero to hero".

Na koniec jeszcze zdjęcia pomalowanych oczu z bliska:

Co myślicie o makijażu? :)
Wy też zmieniacie się codziennie "from zero to hero"? Czy może jesteście szczęśliwymi posiadaczkami pięknej cery?

Buziaki :*

P.S. Chcielibyście, żeby na blogu pojawiały się częściej posty z moim makijażem lub stylizacją? Piszcie! :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

poniedziałek, 8 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-moje tusze do rzęs, ranking

Cześć dziewczyny!

Moje oczy muszą być zawsze mocno podkreślone, niekoniecznie poprzez nakładanie masy cieni, czasami wystarczy im mocne wytuszowane dobrą maskarą. Obecnie jestem posiadaczką pięciu tuszów do rzęs, z których niektóre używam codziennie, a po inne sięgam sporadycznie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić mój ranking tych pięciu tuszów i trochę je porównać. Mam nadzieję, że przyda się Wam to przy kolejnych zakupach i wyborze maskary.
 Tu widzicie całą moją kolekcję :) Czas przyjrzeć się z bliska każdej maskarze i co nie co o niej opowiedzieć. Ranking zacznę od tej, która najmniej się sprawdza, przez te przeciętne aż do mojej ulubionej.

5. Colossal Volume Express, Maybelline. Albo maskara ta nie spełnia swojej roli, albo ja nie potrafię się nią malować. Osobiście nie przepadam za typem szczoteczek z włosia, a ta taką posiada. Nie zdarzyło się chyba nigdy abym podczas malowania rzęs nie "pomalowała" przy okazji połowy powieki. Nie jest to problem kiedy używamy tylko maskary, ale gorzej jest gdy mamy już nałożony pełen makijaż. Kiedy już uda mi się pomalować nią rzęsy nie widzę jakiegoś super efektu, rzęsy nie są ani mocno pogrubione, ani wydłużone, nie mówiąc już o podkręceniu. Widać, że są pomalowane, ale bardzo delikatnie. Plusem jest to, że nie robią się na rzęsach grudki, ale po całym dniu tusz się lekko osypuje. Jeśli ktoś lubi delikatny makijaż i chce tylko trochę podkreślić rzęsy i potrafi malować się taką szczoteczką to polecam, dla mnie jednak ten tusz nie daje zadowalającego efektu.
Cena: ok. 25 zł
4. Scandal Eyes Show Off, Rimmel. Jest to dla mnie maskara przeciętna, jednak nie używam jej na co dzień. Powodem jest, jak w tej poprzedniej, że ciężko maluje się nią rzęsy. Ma sylikonową szczoteczkę, ale jest ona bardzo duża co sprawia trochę problemów. Plusem szczoteczki jest jej kształt, dzięki któremu wytuszujemy nawet najkrótsze rzęsy w kąciku oka. Ten tusz pogrubia rzęsy, nie skleja ich ze sobą, ale jakoś specjalnie nie wydłuża. Możemy natomiast zobaczyć, że są lekko podkręcone. Jedna warstwa to dla mnie trochę za mało, więc zazwyczaj maluję się nią dwa razy. Wtedy efekt jest fajny, rzęsy są podkreślone mocno, ale nie nachalnie. Ważne, że produkt ten się nie osypuje i jest trwały.
Cena: ok. 28 zł
3. Volume Milion Lashes Extra Black, L'oreal. Jest to już jeden z moich ulubionych tuszów do rzęs. Kiedy chcę postawić na naturalne, lekko podkreślone rzęsy zawsze po niego sięgam. Ma wygodną, sylikonową szczoteczkę, którą z przyjemnością maluje się rzęsy. Jedna warstwa pięknie rozdziela, podkreśla, i lekko wydłuża rzęsy. Przy drugiej warstwie stają się nieco pogrubione. Nie mamy żadnych grudek, a rzęsy wyglądają bardzo naturalnie. Nawet kiedy je dotkniemy nie czujemy na nich tuszu. Jedyne co może komuś przeszkadzać, to fakt, że tusz ten nie za bardzo podkręca rzęsy. Trzyma się on długo, nie osypuje się, nie ściera. Jest idealny do lekkiego, naturalnego makijażu. Nie widzę w nim żadnych wad, jednak to co czyni go nie do końca moim ulubionym to to, że nie specjalnie mocno wydłuża rzęsy.
Cena: ok. 50 zł
2. Fabulous Lash, Miss Sporty. Kupiłam ją przez całkowity przypadek, na szybko chcąc kupić inny tusz tej samej firmy. Kiedy zobaczyłam szczoteczkę z włosia, w dodatku dziwnie skręconą, nawet jej nie wypróbowałam. Uznałam, że znowu będę miała całe powieki wymalowane i zero efektu na rzęsach. Jednak pewnego dnia spróbowałam i jestem w szoku! Szczoteczką maluje się bardzo przyjemnie, nic innego niż rzęsy nie zostało pomalowane :) Szczoteczka może i nie bardzo pogrubia i podkreśla, ale niesamowicie wydłuża rzęsy równocześnie je podkręcając! Rozdziela je przy tym i nie ma żadnych grudek. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i od tamtej pory używam jej prawie codziennie. Przy dwóch warstwach mamy rzęsy podkreślone i wydłużone aż do nieba ;)
Cena: ok. 10 zł
1. Fabulous Lash Instant Volume, Miss Sporty. Jest to zdecydowanie mój faworyt wśród tuszów do rzęs. Używam jej od lat i nigdy mnie nie zawiodła. Ma mega wygodną w malowaniu, sylikonową szczoteczkę. Po nałożeniu już jednej warstwy rzęsy są pogrubione, podkreślone, podkręcone, wydłużone, bez grudek. Wszystko czego wymagam od idealnej maskary :) Jedynym minusem może być to, że lekko skleja rzęsy, ale po dokładnym wytuszowaniu i przeczesaniu wyglądają już okej. Tusz utrzymuje się na oczach chyba wiecznie, przetrwał niejedną imprezę do białego rana, nic się nie osypało. Polecam każdemu ten tusz, bo jest genialny.
Cena: ok. 14 zł
Jak widzicie, mój ranking jest dość specyficzny. Na pierwszym miejscu nie są najdroższe maskary, wręcz przeciwnie. Moje ulubione tusze kupię za mniej niż 20 zł. Nie zawsze tanie znaczy złe :)

Ja od tuszu wymagam, aby po pomalowaniu moje rzęsy były pogrubione, wydłużone, rozdzielone podkręcone i mocno podkreślone. W tym sprawdza mi się maskara z Miss Sporty, ale w zależności od makijażu i okazji sięgam też po inne z mojej kolekcji.

Znacie któryś z tych tuszów? Jakie są Wasze ulubione?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

niedziela, 7 września 2014

POZYTYW-Green&White Tea Immuno-Serum, Organique

 Cześć Kochani!

Jakiś czas temu mogliście przeczytać o zakupach, które zrobiłam w Organique (link tutaj). W skład tych zakupów wchodziło serum Green&White Tea Immuno-Serum do cery trądzikowej.
Tutaj znajdziecie post, w którym zapowiadałam test tego produktu.
I dzisiaj nadszedł czas na jego recenzję.
Serum kupiłam w sklepie Organique za 38 zł. Przeznaczone do cery tłustej, mieszanej, pozbawionej blasku i trądzikowej i ma za zadania niwelować te problemy. Produkt dostajemy w 100 ml, plastikowej buteleczce z pompką jako dozownikiem, co mnie jak najbardziej odpowiada, ponieważ nie marnujemy niepotrzebnie serum. Na opakowaniu widzimy informację, że nie zawiera ono parabenów, SLS, SLES, ALS, parafiny, sylikonów itd. Konsystencja produktu to lejący się żel w kolorze zielonym. Zapach jest przyjemny, kojarzy mi się z trawą cytrynową. Dobrze się rozsmarowuje i szybko wchłania. Ja stosuję to serum wieczorem, na wcześniej dokładnie oczyszczoną twarz.







Producent mówi:
 "Aktywny, żelowy koncentrat, o nowej, udoskonalonej i wyjątkowo delikatnej formule, przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej, odwodnionej, szarej i zmęczonej, zarówno twarzy jak i ciała. Łączy w sobie odmładzające i rewitalizujące działanie dwóch herbat: białej i zielonej oraz ekstraktu z alg brunatnych Ascophyllum Nodosum. Ekstrakt z zielonej herbaty bogaty w alkaloidy pobudza skórę, przyspiesza mikrokrążenie, chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Wyciąg z białej herbaty bogaty w przeciwutleniacze i flawonoidy niweluje wolne rodniki, zapobiega procesom starzenia się, wzmacnia i dodaje energii. Ekstrakt z alg bogaty w witaminy i mikroelementy i jod eliminuje toksyny, wzmacnia, ujędrnia i dotlenia skórę. Gliceryna roślinna zapewnia odpowiednie nawilżenie i zapobiega utracie wody z przestrzeni międzykomórkowych. Pantenol łagodzi podrażnienia i zapobiega ich powstawaniu, przez co uzupełnia kompleksowe działanie preparatu. Serum szybko się wchłania, tworzy na skórze delikatny, film o odświeżającym zapachu zielonej herbaty. Można je stosować samodzielnie lub pod krem pielęgnacyjny."

Skład: water, glycerin, polyglyceryl-4 caprate, camelia, sinensis extract, ascophyllum nodosum extract, panthenol, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, xanthan gum, sodium hydroxide, citric acid, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, parfum, citronellol, hydroxymethylpentyl 3-cyclohexene carbaldehyde, limonene, linalool, CI 42090, CI 19140.

Moim zdaniem wszystko opisane przez producenta jest prawdą. Regularne stosowanie tego serum widocznie poprawiło stan mojej trądzikowej cery. Nie jest idealny (bo pewnie nigdy nie będzie), ale zdecydowanie lepszy. Skóra jest nawilżona, wzmocniona, nie świeci się tak szybko jak kiedyś. Również ilość niedoskonałości jest mniejsza niż przed stosowaniem serum. Nie jestem pewna czy przy pielęgnacji tylko tym kosmetykiem byłyby takie efekty, ja bowiem stosuję też inne rzeczy. I połączenie kilku produktów, w tym regularne używanie serum poprawiło wygląd mojej skóry twarzy. 

Serum błyskawicznie się wchłania, dobrze rozprowadza i jest niesamowicie wydajne. Wystarczy mniej niż jedno naciśnięcie pompki żeby posmarować całą twarz. Wspomaga regenerację skóry mojej twarzy w ciągu nocy.
Podsumowując:
PLUSY:
-działanie antytrądzikowe
-nawilżenie
-aplikacja
-szybkie wchłanianie
-wydajność
MINUSY:
-cena (choć za tak wydajny produkt zdaje się nie być bardzo wysoka)
-dostępność (nie w każdym mieście znajdziemy sklep Organique)
Jeszcze raz bardzo polecam Wam to serum, jeśli ktoś boryka się z problemem trądziku, zmęczonej, tłustej skóry lub potrzebuje nawilżenia. Produkt sprawdza się u mnie świetnie, jestem z niego niesamowicie zadowolona.

Znacie markę Organique? Lubicie ich produkty? Jakie najbardziej?

Jeśli chcecie przeczytać na moim blogu o czymś konkretnym, dajcie znać w komentarzu. Chętnie zrobię o tym post, bo ten blog ma być przede wszystkim dla Was i o rzeczach, które Was interesują :)

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

sobota, 6 września 2014

Z ŻYCIA CODZIENNEGO-efekty wizyty u fryzjera

Witajcie!

Postanowiłam dzisiaj opowiedzieć Wam co nie co o moich włosach.
Mam naturalne, pół-długie włosy w kolorze ciemny blond. Są gęste i dość grube, więc nie łatwe do rozczesywania. W lecie są nieco jaśniejsze (jak to u blondynek bywa), a w zimie wchodzą nawet w odcienie jasnego brązu. Jestem też szczęśliwą posiadaczką naturalnych, jaśniejszych pasemek :) Lubię też w nich to, że są lekko kręcone i jeśli chcę mieć proste wystarczy kilka machnięć prostownicą. A jeśli mam ochotę na większe loki wystarcza pianka :)

Jeśli chodzi o ich pielęgnację, to opiera się ona tylko na kilku produktach. Po pierwsze jest to szampon (najlepiej bez SLS), a następnie odżywka do spłukiwania. Od czasu do czasu nakładam na nie maskę na 15 minut. Przed rozczesaniem spryskuję je odżywką bez spłukiwania z olejkiem arganowym, a następnie czeszę szczotką. Robię to zawsze wieczorem i nie suszę włosów aby ich nie niszczyć. Chodzę spać nie z mokrymi włosami (bo to nie jest dla nich dobre), ale z lekko wilgotnymi. Przed prostowaniem używam specjalnego preparatu chroniącego. Dwa razy w tygodniu używam na nie płynnego jedwabiu.

Jeśli chodzi o wizyty u fryzjera to nie przepadam za nimi, choć zdaję sobie sprawę, że tak gęste i grube włosy jak moje potrzebują regularnego podcinania. Wybieram się więc do salonu już w ostateczności, kiedy są bardzo zniszczone, zazwyczaj po zimie i po wakacjach. I dzisiaj właśnie nadszedł jeden z tych dni. Chciałabym pokazać Wam włosy przed i po podcięciu.
Przed
Po
Przed
Po
Jak widzicie włosy stały się lżejsze, bardziej żywe i nie aż tak gęste. Ogólnie efekt mi się podoba bo zostały one bardzo odciążone i o to mi chodziło. Jednak zawsze jest mi żal obciętej długości, lubię mieć długie włosy a teraz o kilka cm się skróciły :( Ale mam nadzieję, że szybko odrosną :)


A Wy jak pielęgnujecie swoje włosy? Lubicie wizyty w salonach fryzjerskich?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

piątek, 5 września 2014

TEST-odżywka odbudowująca long repair, Nivea

Witajcie moje kochane!

Dzisiaj będzie krótki post z okazji tego, że zaczynam testować odżywkę odbudowującą long repair z Nivei. Tutaj możecie przeczytać o jej zakupie i innych, kupionych przy okazji produktach. Wybrałam akurat odżywkę odbudowującą, ponieważ moje włosy są zniszczone po letnim moczeniu w słonej wodzie i wystawianiu na działanie promieni słonecznych. Jest ona przeznaczona do włosów łamliwych, rozdwajających się lub długich.
Wiele blogerek zachwalało odżywki z Nivei, więc postanowiłam się skusić, jako że ostatnio żadnej nie używałam.
Odżywka ta zawiera olejek z babassu oraz płynną keratynę, co ma nam gwarantować wzmocnienie, odbudowę i ochronę włosów od nasady aż po same końcówki. Do tego wszystkiego, jak większość odżywek, ma ułatwiać rozczesywanie naszych niesfornych włosów.

Od czasu zakupu tej oto odżywki użyłam jej już kilka razy i parę słów jestem w stanie o niej powiedzieć, jednak pełną recenzję przeczytacie dopiero za jakiś czas.
Póki co mogę Wam powiedzieć, że konsystencję ma dość zbitą, nie jest ona płynna, bardziej w formie żelu. Zapach ma według mnie typowy dla produktów Nivei, ciężko mi go określić. Jest podobny do zapachu ich balsamów. Na włosach rozprowadza się dobrze, za to bardzo ciężko się ją zmywa. Producent radzi nałożyć ją na włosy, po czym spłukać. Ja trzymam ją kilka minut na włosach, a później męczę się z jej zmyciem. Nigdy nie jestem do końca pewna, że cała odżywka została zmyta.
Co do działania na włosy mogę powiedzieć tylko tyle, że są bardziej miękkie i sypkie. Czy zregenerowane tego nie wiem, dowiecie się przy okazji pełnej recenzji produktu.

Uważam, że ta odżywka jest godna wypróbowania, na pewno nic złego moim włosom póki co nie zrobiła. Mam nadzieję, że zrobi za to dużo dobrego w przeciągu kolejnych dni stosowania.

Znacie te odżywki? Sprawdziły się Wam?

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

czwartek, 4 września 2014

POZYTYW-korektor do twarzy, INGLOT

Witajcie Kochani!

Jakiś czas temu pisałam Wam o zakupie korektora do twarzy z INGLOT (tutaj link) oraz o jego teście (o nim przeczytacie tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na jego recenzję, ponieważ używałam go raczej regularnie, z wyjątkiem dni kiedy moja cera nie potrzebowała ukrywania niczego.
Korektor Perfect Concealer/Anticerne Parfait kupiłam na stoisku INGLOT za 8 zł. Jest on w formie grubej kredki nadającej się do strugania. Opakowanie jest bardzo eleganckie, minimalistyczne, czarno-białe. Zatyczka mocno się trzyma przez co możemy dobrze zamknąć korektor bez obawy, że zabrudzi nam całą kosmetyczkę. Mój odcień to 46, jeden z jaśniejszych w kolekcji. Spodziewałam się nieco bardziej miękkiej konsystencji korektora, a okazał się on dość twardy, trzeba było mocno rysować nim po niedoskonałościach żeby je zakryć.
 Producent mówi:
"Maskuje wszelkie niedoskonałości skóry. W formie wygodnego, grubego ołówka."

Skład: Mica, Titanium Dioxide, Isoeicosane, Carnauba Wax, Diisostearyl Trimethylpropane Siloxy Silicate, Sulfated Castor Oil, Lecithin, Propylene Glycol, Peg-12 Oleate, Hydroxysultaine, Lauroyl Lysine, Silica Beads, Isopropylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben, Vitamin E, Fragrance, [+/-] CI 77007, CI 77491, CI 77492, CI 77499 
Ogólnie rzecz biorąc, korektor spełniał swoje zadanie. Krył niedoskonałości nałożony zarówno pod jak i na podkład. Wpasował się w ocień mojej skóry i używanego podkładu i pudru. Trzymał się dość długo, nawet lekko matowił miejsca nim posmarowane. Jedyne co mi się w nim nie podobało to właśnie konsystencja kredki, która jak dla mnie jest zbyt twarda co utrudnia aplikację. Nie mówię, że ma to być od razu jak korektor w sztyfcie, jednak coś nieco bardziej miękkiego i tłustego spełniało by lepiej swoją rolę.

Podsumowując:
PLUSY:
-opakowanie
-krycie
-matowienie
-cena
MINUSY:
-konsystencja

Ogólnie polecam ten produkt, jednak dla osób o małych niedoskonałościach, bo nie jest to przyjemne kiedy większe wypryski musimy trzeć twardą kredką :)

Znacie ten korektor? Co o nim sądzicie? Może używacie jakiś innych, macie ulubione? Piszcie!

Na zakończenie wrzucę Wam wczorajszą stylizację i makijaż :) Dajcie znać czy się Wam podoba.
Bluzka: New Yorker
Pierścionek: New Yorker
Kolczyki: Reserved
Lakier: Manhattan 45T
Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!

środa, 3 września 2014

ZAKUPOWY SZAŁ-New Yorker, Essence, My Secret, IKEA

Dzień dobry!

Dzisiejszy post będzie o moich wczorajszych zakupach. Będą to zakupy niekosmetyczne i kosmetyczne, z których jedna rzecz to u mnie całkowita nowość i aż się boję :)
Zacznę od wyżej wspomnianej nowości, czyli sztucznych rzęs z Essence. Nigdy nie używałam takiego produktu ale zawsze bardzo podobał mi się ich wygląd na oku. Dlatego postanowiłam spróbować, a co :) Lubię mocno podkreślone rzęsy, nawet czasami tuszem do rzęs staram się uzyskać jak najmocniejszy efekt podobny do sztucznych rzęs. Nie chciałam na początek żadnych drogich, żeby nie było mi żal jak coś zepsuję. Te z Essence są typowe i mam nadzieję łatwe w aplikacji. Dołączony jest do nich klej. Jeśli jesteście ciekawe to opublikuje zdjęcia w rzęsach (o ile wyjdzie mi ich założenie).
Natura, 10,99 zł
Kolejną rzeczą jaką kupiłam jest top coat z My Secret, który ma nam nabłyszczać lakier na paznokciach i sprawiać, że będzie szybko wysychał. Jest to forma pipetki, którą nabieramy płyn. Nie jest to zbyt wygodne, bo zaraz mamy popaćkane całe palce, zdecydowanie bardziej wolę pędzelek. Ale szukałam czegoś na szybko i to wpadło w moje ręce :)
Natura, 8,99 zł
Następnie w New Yorkerze kupiłam sobie pierścionek. Wydał mi się niesamowicie słodki i idealny do ciemniejszych, jesiennych stylizacji. Ma kształt kwiatka w kolorze szarym, na środku z brylancikiem. Fajne jest to, że ma regulowaną średnicę.
New Yorker, 9,95 zł
Ostatni zakup to świeczka z IKEI o zapachu lodów waniliowych. Świeca jest duża, ma się palić 40 godzin. Znajduje się w szklanym, przezroczystym pojemniczku. Kupiłam ją z myślą o moim mieszkaniu na studiach, żeby pięknie w nim pachniało w ponure, jesienne wieczory.
IKEA, ok. 11 zł
Tak prezentują się moje ostatnie zakupy. Podobają się Wam?

Z racji tego, że ktoś ostatnio pod postem o lakierze z Manhattanu Flashy Sunrise napisał, że ciekawią go czerwone odcienie lakierów tej firmy postanowiłam pokazać Wam jeden, który posiadam.
Jest to odcień 45T. Jako top coatu użyłam lakieru z Wibo, który ma nam kolor matowić. Pamiętam, że na studniówce wymarzyłam sobie czarny, matowy lakier na paznokciach i czarną, błyszczącą kreskę a'la french.
Zdjęcie pochodzi z internetu
Ale nigdzie nie znalazłam czarnego, matowego lakieru. Ten top coat to idealne rozwiązanie bo możemy nałożyć go na każdy kolor i lakier zrobi się matowy :)

Dajcie znać, czy znacie jakiś produkt z moich zakupów, co o nich sądzicie :) A także jeśli macie jakieś rady co do aplikacji sztucznych rzęs to chętnie przeczytam bo szczerze mówiąc mam obawy czy uda mi się ładnie je przykleić za pierwszym razem.

Zapraszam też na mój POST ROZDANIOWY, zapisujcie się i wygrywajcie mój skomponowany zestaw.

Spodobało Ci się? Zapraszam do obserwowania bloga, subskrybowania kanału na YouTube i polubienia strony na facebooku Pozdrawiam!